Szukasz sprzętu medycznego? Wypełnij darmowe zapytanie
Wypełnij darmowe zapytanie
MedicalOnline.pl wyszukuje najlepszych dostawców
i przesyła im Twoje zapytanie
Dostawcy przesyłają Ci oferty handlowe dotyczące zapytania
sprzęt medyczny
Wyślijzapytanie ofertowe

Czasochłonna modernizacja - wywiad z dyrektorem Leszkiem Plucińskim

Magdalena Marianek/ PM | 2009-02-23
Czasochłonna modernizacja - wywiad z dyrektorem Leszkiem Plucińskim

Szpital Powiatowy Sp. z o.o. w Chełmży

Do 31 grudnia 2012 r. wszystkie szpitale w Polsce muszą dostosować swoje pomieszczenia do wymogów Ministerstwa Zdrowia. Przed dyrektorami trudne zadanie - jak zdążyć i jak finansować? Ale i z taką wiedzą nie jest łatwo. Z Leszkiem Plucińskim, prezesem Szpitala Powiatowego Sp z o.o. w Chełmży rozmawia Magdalena Marianek.

Panie Prezesie... Wiele szpitali modernizację swoich pomieszczeń ma jeszcze przed sobą. Dyrektorów do remontu zmuszają nie tylko pogarszające się warunki w szpitalach, ale też rozporządzenia Ministerstwa Zdrowia. Pan w zeszłym roku przeprowadzał taką modernizację, u siebie w szpitalu. Zdaje się, że było ciężko?


Zgadza się. W zeszłym roku modernizowaliśmy w Chełmży blok operacyjny, OIOM i centralną sterylizatornię. Przygotowywałem się do tego projektu ponad pół roku. Dlaczego aż tyle? To poważna inwestycja, więc zależało mi, by się do niej dobrze przygotować. Chciałem perfekcyjnie wykorzystać środki przeznaczone na ten cel, przy zachowaniu kompromisu – między tym co chcę mieć, a tym na co mnie stać. Musieliśmy „uszyć” inwestycję na miarę potrzeb i naszych możliwości.

Od czego Pan zaczął planowanie tej modernizacji?


Na początku zrobiliśmy „burzę mózgów” w Szpitalu. Spotkałem się ze wszystkimi ordynatorami, wspólnie ustaliliśmy, na czym nam najbardziej zależy, jakie priorytety powinny nam przyświecać, jakie usługi chcemy rozwijać, a jakie możemy potraktować drugoplanowo. Jestem lekarzem, jednak nie znam się na wszystkim. Dlatego chciałem wiedzieć, co jest ważne dla anestezjologów, a co dla choćby radiologów czy ginekologów. Z nowych pomieszczeń i sprzętu korzysta bowiem wiele oddziałów - zdecydowanie postawiliśmy na nowoczesność i bezpieczeństwo.

Potem postanowiłem skonsultować nasze spostrzeżenia z innymi – z tymi placówkami, które już miały takie modernizacje za sobą. Mało się wtedy modernizowało, nie było zbyt wielu źródeł informacji, a wykorzystywanie środków unijnych przez szpitale dopiero raczkowały.

Wiem, że jeździł Pan po kraju i oglądał inne odziały. Gdzie Pan był? Na co zwracał Pan uwagę?


Na Pomorzu działał wtedy, od 2 – 3 lat, nowy szpital SwissMedu – byłem tam dwa razy. Szczególną uwagę zwracałem na technologię, w której budowano tę placówkę. Szpital działał już ponad 2 lata, więc można było przyjrzeć się z bliska, co się sprawdziło, jakie błędy tam popełniono, co można było mniej lub więcej udoskonalić. Oglądałem także zmodernizowane oddziały w warszawskim szpitalu przy ul. Karowej. Tam także zastosowano specyficzną technologię, która była w kręgu moich zainteresowań. Ponadto odwiedziłem szpital w Ostrołęce – zbudowano tam 7 sal operacyjnych, z którymi także się bliżej „zapoznałem”...

... sporo tych wycieczek po kraju ...


A to jeszcze nie koniec. Byłem również w Bydgoszczy i Toruniu. Ale te wszystkie wojaże były potrzebne. Dzięki temu mogłem już się na coś zdecydować, świadomy wszelkich za i przeciw. Nie chciałem pozwolić sobie na jakiekolwiek zaskoczenie.


W efekcie, zdecydowałem się na technologię z wyższej półki – jeśli chodzi o bezpieczeństwo – jednak wybrałem tańszego producenta. Bo tak wcale nie żartując – można jeździć Mercedesem i być zadowolonym, a można mieć Forda – też jest dobry.

Po tych wszystkich miesiącach mogliśmy wreszcie zabrać się do pracy, rozpisać przetargi, uruchomić całą procedurę itd.

Z czym były największe problemy?


W fazie projektów zatrzymaliśmy się dłuższą chwilę, bo okazało się, że nie jest tak łatwo znaleźć firmę, która zaprojektuje coś takiego w szpitalu. Biura projektowe nie są tym specjalnie zainteresowane. Inaczej jest, gdy buduje się coś od nowa, wtedy w zasadzie możliwości aranżacji są nieograniczone. A tu? Stary budynek, ograniczona kubatura, określone możliwości finansowe. To naprawdę duże wyzwanie dla projektujących. W końcu się udało i nawet nie wydaliśmy na to aż tak dużo, jak początkowo myślałem, że wydamy. Niestety nie obyło się potem bez przeróbek, błędów, już w trakcie realizacji, ale bez tego to chyba trudno.

Jeszcze chciałabym wrócić do tego okresu, kiedy szukał Pan najlepszych rozwiązań dla pańskiego szpitala – czy korzystał Pan z jakiejś literatury fachowej np. z gazet takich jak Pasaż Medyczny? Jeździł Pan na jakieś targi? Czy tylko ograniczył Pan zapoznawanie się z tematem do wizyt w innych szpitalach?


Oczywiście, że nie. Prenumerowałem fachową literaturę, gazetę, która poruszała problematykę modernizacji w szpitalach. Jeździłem także na zjazdy, targi, dotyczące budowania. Bez tego nie mogłoby się obyć, skoro chciałem potraktować temat bardzo serio.
W ogóle uważam, że w każdym szpitalu powinien być, choćby kilkuosobowy zespół, zajmujący się realizacją tego typu przedsięwzięć. Ten cały proces jest, po pierwsze, bardzo czasochłonny, a po drugie, wymaga znajomości wielu standardów, przepisów, wymogów. To dość skomplikowane.

A ile kosztowała ta inwestycja? I jakie źródła finansowania miał szpital?


Cała modernizacja kosztowała ok. 6 mln zł. 50 proc. tej sumy pochodziło z funduszy unijnych, reszta z kredytu, i ze starostwa powiatowego. I tu ważna informacja dla innych szpitali, że na takie inwestycje można się starać o dofinansowanie z UE. Tak przed nami zrobiło wiele innych szpitali i będą to robić następne. Dobrze, że jest taka mozliwość.

No właśnie. Według rozporządzenia Ministerstwa Zdrowia, z listopada zeszłego roku, wszystkie szpitale powiatowe będą musiały dostosować swoje sale operacyjne do restrykcyjnych wymogów. Nie obędzie się bez modernizacji pomieszczeń, bądź też budowy nowych. Myśli Pan, że wszystkim się uda?


Nie ma szans, by udało się to wszystkim szpitalom. Taka inwestycja to wydatek nawet 15 mln zł. Nie sądzę, by wszystkie szpitale i ich organy założycielskie kwapiły się do wydania takiej sumy. Na co liczą? Nie wiem – na jakiś cud chyba, np. na zmianę przepisów. Tymczasem ja planuję kolejne modernizacje w szpitalu w Chełmży, m.in. wybudowanie Szpitalnego Oddziału Ratunkowego. I cała „zabawa” – środki, projekty, technologie, decydenci, przetargi, budowa - zaczynam od nowa. Ale już zdecydowanie więcej wiem. Będzie łatwiej.

Brak tagów