Szukasz sprzętu medycznego? Wypełnij darmowe zapytanie
Wypełnij darmowe zapytanie
MedicalOnline.pl wyszukuje najlepszych dostawców
i przesyła im Twoje zapytanie
Dostawcy przesyłają Ci oferty handlowe dotyczące zapytania
sprzęt medyczny
Wyślijzapytanie ofertowe

Kupowanie aparatury medycznej na wyrost może okazać się finansową pułapką

Ryszard Rotaub, Daniel Mieczkowski/Rynek Zdrowia | 2011-01-18
Kupowanie aparatury medycznej na wyrost może okazać się finansową pułapką

Codzienny serwis branży medycznej

Zapanowanie nad celowością zakupów sprzętu dla szpitali pozwoliłoby zaoszczędzić poważne kwoty. Racjonalnemu inwestowaniu w aparaturę sprzyjać może funkcjonowanie lecznic w ramach sieci. Na razie jednak droga do odgórnego wprowadzenia takich regulacji wydaje się daleka, ale przymiarki trwają.

Niedawno do Sejmu trafił poselski projekt ustawy o sieci szpitali, autorstwa Bolesława Piechy (PiS), przewodniczącego sejmowej komisji zdrowia. Projekt przepadł bardzo niewielką liczbą głosów (za odrzuceniem było 202 posłów, 200 było przeciw, a czworo się wstrzymało od głosu).

Regionalna wymiana informacji

Podobny dokument przygotowuje także Ministerstwo Zdrowia. W obu koncepcjach sieci przewiduje się możliwość zaoszczędzenia nawet kilkuset milionów złotych rocznie dzięki współpracy szpitali, które m.in. wspólnie zamawiałyby leki i sprzęt medyczny. Wymieniałyby się informacjami i doświadczeniem na forum specjalnych, powołanych do tego celu komisji regionalnych.

– Chodzi o wymianę informacji: w co inwestować, co poprawiać, co rozwijać, żeby nie dublować oferty świadczeń. Planowaliśmy również wspólne przetargi na leki, co pozwoliłoby na znaczne oszczędności. Na razie odbyły się dwa – wyjaśnia portalowi rynekzdrowia.pl Janusz Atłachowicz, prezes Szpitala Powiatowego w Rawiczu Sp. z o.o.

Jego szpital należy do Wielkopolskiego Porozumienia Powiatów i Szpitali Przekształconych w Spółki, powołanego w zeszłym roku w celu współpracy i koordynacji działań placówek. Tego typu zrzeszeń, mogących stać się swoistym zaczynem sieci, działa w kraju kilkanaście.

Jak w supermarkecie...

Gdyby udało się wkomponować w prawny mechanizm projektowanej sieci szpitali instytucję zajmującą się racjonalizowaniem i celowością zakupów sprzętu i aparatury, oszczędności mogłyby iść grube miliony złotówek.

Załóżmy, że w jednym województwie kupuje się rocznie 5-6 rezonansów magnetycznych, przy czym tylko 30 proc. ich oprogramowania może być wykorzystane. Koszt oprogramowania to 150 tys., nawet 300 tys. euro. Oznacza to – kalkują eksperci – że jeśli brać pod uwagę koszty, to na trzech zakupionych aparatach, których możliwości nie są w pełni wykorzystane, traci się jeden aparat.

Chodzi o to, żeby aparatura diagnostyczna odpowiadała profilowi szpitala i bezwzględnie uwzględniała specyfikę placówki, co niestety nie zawsze się zdarza. Czasem, gdy są akurat pieniądze, a trzeba je wydać w określonym terminie, przedstawiciele szpitali zachowują się jak klienci w supermarkecie...

We Francji, w Niemczech, Stanach Zjednoczonych, czyli w znacznie bogatszych krajach, istnieją centralne instytucje zatwierdzające tego rodzaju zakupy, nawet w stosunku do podmiotów prywatnych. Od lat eksperci wskazują na potrzebę powołania u nas takiego ciała, np. przy ministrze zdrowia.

Urząd Zamówień Publicznych nie jest powołany do pełnienia roli weryfikatora zakupów, ani spełniać jej nie może. Kto więc się tym zajmie?

Problem z tzw. ciężkim sprzętem

– Gdy byłem konsultantem krajowym, wielokrotnie postulowałem utworzenie komórki, która brałaby udział w procesie decyzyjnym zakupów. Wiem, że ten postulat i teraz jest zgłaszany przez obecnego konsultanta krajowego – mówi nam prof. Jerzy Walecki, były konsultant krajowy w dziedzinie radiologii i diagnostyki obrazowe.

Jeśli z różnych powodów usytuowanie takiej komórki na szczeblu centralnym nie byłoby możliwe, to poziom województw wydaje się optymalny dla racjonalizowania decyzji zakupowych i eliminowania bezsensownych wydatków.

– Gdy kupowany jest tzw. sprzęt lekki, czyli np. przenośny aparat rentgenowski, ultrasonograf, mammograf, nie ma raczej możliwości dokonania niecelowego wydatku, gdyż tego typu aparatura nie posiada dodatkowych oprogramowań i drogich podzespołów – tłumaczy prof. Walecki.

– Problem jest z tzw. sprzętem ciężkim, typu rezonans magnetyczny, tomograf komputerowy. Nagminnym zjawiskiem jest kupowanie systemów wyposażonych we wszystkie opcje i programy. W związku z tym co najmniej połowa programów nie jest w praktyce wykorzystywana – kontynuuje profesor.

– Na przykład nie wiedzieć czemu szpital ogólny, który nie ma oddziału udarowego, kupuje program do badań perfuzji mózgowej, a szpital, który nie ma urologii, funduje sobie program tomografii komputerowej do perfuzji gruczołu krokowego – dodaje były konsultant krajowy.

Mądre kupowanie jest sztuką

Co skłania dyrektorów placówek do bardzo kosztownych, a nie zawsze trafionych zakupów? M.in. na to pytanie odpowiadali uczestnicy dyskusji panelowej podczas VI Forum Rynku Zdrowia (27-28 października 2010 r.).

– W szpitalach jest coraz więcej aparatury – dzięki środkom własnym, a także dużym możliwościom skorzystania z dodatkowych mechanizmów finansujących zakup – mówił Krzysztof Kasprzak, komendant 10. Wojskowego Szpitala Klinicznego z Polikliniką w Bydgoszczy. – Szczególnie mocno szpitale mogą sobie „poszaleć” dzięki środkom unijnym.

– Zamawianie świetnego sprzętu może być pułapką ze względu na znaczne koszty jego eksploatacji oraz usług serwisowych – podkreślał komendant bydgoskiej lecznicy. 

Zarówno przedstawiciele placówek medycznych, jak i firm sprzętowych uczestniczący w panelu zgodni byli co do tego, że właściwe kupowanie aparatury jest sztuką.

– Działy zakupów sprzętu w szpitalach decydują o dużych pieniądzach – powiedział Paweł Mańdok, szef komisji ds. serwisu wyrobów medycznych Ogólnopolskiej Izby Gospodarczej Wyrobów Medycznych Polmed. – Wydaje mi się, że często te osoby są tak nisko w hierarchii szpitala, że ulegają wpływom np. szefa radiologii, czy oddziału. Różnie to wpływa na jakość zakupionego sprzętu.

Dariusz Kostrzewa, dyrektor Powiatowego Centrum Zdrowia Sp. z o.o. w Malborku, zwracał uwagę na fakt, że procesie zakupowym występuje asymetria dostępu do informacji: – Na ogół dyrektor szpitala nie potrafi precyzyjnie określić parametrów urządzenia, który chce kupić. Z drugiej strony jest handlowiec, który znakomicie zna swój sprzęt i jest przygotowany do sprzedaży – stwierdził dyrektor Kostrzewa.

– Środki unijne uśpiły aktywność wielu dyrektorów szpitali. Jeżeli nie zbudujemy odpowiedniego systemu finansowania zakupu sprzętu i serwisowania, to za chwilę będziemy mieli poważne problemy, bo przecież środki z UE kiedyś się skończą – ostrzegał Józef Juros, dyrektor generalny EMC Instytutu Medycznego.

Szybko zdiagnozować i wyleczyć

– Priorytetem jest nowy sprzęt dobrej marki, wysokiej jakości, który się nie psuje. Pacjenta trzeba szybko zdiagnozować i wyleczyć. Poza tym polskie szpitale i przychodnie mogą korzystać z funduszy unijnych, więc korzystają z szansy i z własnej kieszeni płacą, np. 25 proc. ceny – przypomina Renata Jażdż-Zaleska, prezes NZOZ Szpitala Powiatowego w Kluczborku i Ogólnopolskiego Stowarzyszenia Niepublicznych Szpitali Samorządowych.

Czy czasami nie jest tak, że nowy, markowy sprzęt kupuje się po to, żeby poprawić wizerunek placówki, a przedstawiciel samorządu mógł uroczyście przeciąć wstęgę?

– W naszym Stowarzyszeniu nie spotkałam się z takim zjawiskiem. Nasi menedżerowie nie patrzą na zakupy z punktu widzenia polityki. Zdecydowanie odżegnujemy się od tego – podkreśla z naciskiem Renata Jażdż-Zaleska.

Źródło artykułu: Rynek Zdrowia