Szukasz sprzętu medycznego? Wypełnij darmowe zapytanie
Wypełnij darmowe zapytanie
MedicalOnline.pl wyszukuje najlepszych dostawców
i przesyła im Twoje zapytanie
Dostawcy przesyłają Ci oferty handlowe dotyczące zapytania
sprzęt medyczny
Wyślijzapytanie ofertowe

Szpital, którego miało już nie być

Iwona Bączek/Rynek Zdrowia | 2010-11-15
Szpital, którego miało już nie być

Codzienny serwis branży medycznej.

10 lat temu w Ełku rozpoczęła się historia przekształceń samorządowych lecznic w spółki prawa handlowego.

Witamy w Ełku. Ewa Baranowska, pielęgniarka koordynująca izby przyjęć. Zaprowadzę panią do sekretariatu prezesa - uśmiecha się kobieta w białym kitlu.

- Będzie pani pisała o dziesięcioleciu naszej spółki? No to jest o czym. Mało brakowało, żeby po tym szpitalu nawet ślad nie został. Było już tak źle, że gorzej być nie mogło.

Andrzej Bujnowski, prezes zarządu Pro Medica sp. z o.o., pierwszej szpitalnej spółki w Polsce, dyrektor Mazurskiego Centrum Zdrowia ZOZ w Ełku, potwierdza.

- Gdyby nie odwaga i zaangażowanie samorządów, zarówno powiatowego, jak i miasta Ełk, ten szpital nie miałby żadnych szans. W 2000 r. SPZOZ był zadłużony na 11 mln zł i dług przyrastał w tempie 350 tys. zł miesięcznie. Firma Ernst & Young wystawiła lecznicy druzgocącą ocenę.

Jej rekomendacja była jednoznaczna: nie ma nadziei na dobre rozwiązanie, czas się zwijać. Nie pomogło szukanie oszczędności w redukcji zatrudnienia o 20% i obniżeniu płac, także o 20% pozostałym pracownikom. Los szpitala był w zasadzie przesądzony - wspomina prezes Bujnowski.

Pionierskie rozwiązanie

Samorząd powiatowy znalazł jednak rozwiązanie, z którego, jak się później okazało, skorzystało wiele innych lecznic.

To właśnie w Ełku rozpoczęła się historia szpitali-spółek: 1 sierpnia 2000 r. obok likwidowanego tutejszego SPZOZ-u powstał nowy podmiot, Pro Medica sp. z o.o., a 10 października tego samego roku zostało zarejestrowane Mazurskie Centrum Zdrowia ZOZ w Ełku.

Powiat skorzystał z Ustawy o gospodarce komunalnej oraz z Ustawy o ZOZ-ach, z zapisów których wynikało, że osoba prawna może powołać ZOZ. Tak się też stało. Ponieważ sytuacja szpitala była dramatyczna, wszystko działo się błyskawicznie. Uchwała rady powiatu, rejestracja spółki i złożenie dokumentów do rejestru ZOZ-ów odbywały się niemal dzień po dniu.

Ostatnim dyrektorem SPZOZ-u był Andrzej Gruza, który zapewnił płynne przejście z jednej formuły do drugiej. Od grudnia 2000 r. prezesem jest Andrzej Bujnowski. W tym samym czasie podpisane zostało porozumienie o przekazaniu zadania powiatowego, tj. prowadzenia szpitala, do samorządu miasta i gminy.

Miesiąc później zostały tam także przekazane udziały w spółce i majątek nieruchomy.

Zapadły decyzje, że powiat spłaci 11-milionowe zobowiązania SPZOZ-u wraz z odsetkami, a miasto zainwestuje 14 mln zł w zakończenie budowy nowego szpitala. Bo tak się złożyło, że spółka zaczynała działalność nie tylko w nowej formule prawnej, ale także zyskała szybko zupełnie nową infrastrukturę. W nowej siedzibie działa od maja 2002 r. Likwidacja SPZOZ-u trwała trzy lata, do grudnia 2003 r. Jednocześnie działała spółka, oferując nieprzerwanie usługi medyczne.

- Co na to pracownicy i pacjenci?

Ano, było z tym różnie - nie ukrywa Ewa Baranowska. - W SPZOZ-ie działało wiele związków zawodowych. Część opowiadała się za spółką, część zawiązała natomiast komitet obrony SPZOZ-u, który bombardował wojewodę petycjami o wstrzymanie działań powiatu.

- Początkowo wojewoda uległ tym naciskom, kiedy się jednak okazało, że albo spółka, albo nic, zmienił zdanie.

Większość załogi rozumiała, że rozwiązanie proponowane przez samorząd jest jedyną szansą na zachowanie miejsca pracy. Podobnie myśleli pacjenci: lepiej mieć szpital w Ełku, niż go nie mieć.

Bardziej niż przekształcenia obawiali się chyba przeprowadzki. Stary budynek szpitalny był w fatalnym stanie, ale ludzie przyzwyczaili się do lokalizacji w centrum miasta. A do nowego obiektu na obrzeżach Ełku trzeba było dojechać - wspomina Ewa Baranowska.

- Owszem, istniały obawy, jak zostanie przyjęte powołanie spółki - przyznaje Andrzej Bujnowski. - Między innymi dlatego w jej nazwie nie pojawiło się słowo "niepubliczny". Samorząd powiatowy uznał, że za bardzo może się ono kojarzyć ze słowem "prywatny", co nie miało przecież żadnego przełożenia na rzeczywistość, ale... lepiej było dmuchać na zimne. Nie ominęły nas natomiast, ale z tym liczyliśmy się od początku, liczne kontrole, w tym krzyżowa kontrola NIK: jednocześnie w Starostwie Powiatowym, Urzędzie Miasta i Gminy oraz w spółce.

Żadnych uchybień nie wykryto. Także i w tym roku zdążyli nas odwiedzić kontrolerzy z NFZ, RCKiK, z urzędu marszałkowskiego oraz z sanepidu.

Finanse w spółce

Spółka zaczynała z symbolicznym kapitałem własnym w wysokości 20 tys. zł i 16-milionowym kontraktem z Kasą Chorych.

- To oznaczało stąpanie po kruchym lodzie. Każda strata groziła upadłością.

Dlatego pierwsze lata upłynęły pod znakiem szczególnej dyscypliny finansowej i wielkich wyrzeczeń ze strony załogi, która musiała na jakiś czas zapomnieć o podwyżkach. Ale jednocześnie byliśmy w stanie kupić ze środków własnych - za 1,3 mln zł - pierwsze wyposażenie sal chorych w nowym obiekcie.

- Z drugiej strony przeprowadzka bardzo podniosła koszty utrzymania.

W starym szpitalu mieliśmy 5 tys. mkw., w nowym około 20 tys. mkw., które trzeba było ogrzać i utrzymać w czystości.

Ponadto, jeszcze w czasach Kas Chorych, ważnym źródłem dodatkowych pieniędzy było leczenie pacjentów spoza naszej kasy. Później z tego tytułu środków przestało przybywać, dlatego musieliśmy zrezygnować z zachęcania pacjentów z zewnątrz do przyjazdu do Ełku - mówi prezes Bujnowski.

Pierwsze poważne zagrożenie szacowane na 7 mln zł nadeszło w 2004 r. w postaci tzw. ustawy 203. Rada Miasta zgodziła się wówczas na dokapitalizowanie spółki i poręczyła kredyt na zabezpieczenie roszczeń pracowniczych w wysokości 5,6 mln zł, spłacany zresztą do dziś. Część tej kwoty udało się odzyskać na drodze sądowej od NFZ, ale sprawa zaważyła mocno na kondycji finansowej placówki.

- Ujemny wynik finansowy odnotowaliśmy tylko raz, w 2008 r., kiedy odczuliśmy efekt koniecznych decyzji w okresie strajków lekarzy z 2007 r. Wyszliśmy wtedy na prostą dzięki funduszowi zapasowemu. Właściciel nigdy nie życzył sobie dywidend, były zatem pieniądze, które umożliwiły pokrycie straty i wyjście z impasu - tłumaczy prezes Pro Medica.

- Udało się nam także przetrwać ostatni "chudy" okres płatnika, mimo że za ubiegły rok mamy nadwykonania o wartości 3 mln zł, a na koniec br. spodziewam się kwoty nadwykonań około 2 mln zł. Ponieważ dotychczas nie udało się odzyskać pieniędzy, z Funduszem spotkamy się w sądzie. Najbardziej boli w tym wszystkim, że sytuacja zmusza nas do odwoływania planowych przyjęć i ustawiania pacjentów w kolejkach. Obawiam się, że rok 2011 również niewiele pod tym względem zmieni - przewiduje Andrzej Bujnowski.

Obecny kontrakt szpitala z NFZ opiewa na kwotę 36 mln zł, spółka zarabia jednak dodatkowo na odpłatnych świadczeniach medycznych, w tym medycynie pracy oraz na działalności pozamedycznej, prowadzi np. drukarnię.

- Nasze przychody spoza NFZ stanowią coraz bardziej zauważalny zakres.

Początkowo było to nie więcej jak 4%, obecnie już 8,7%. W ub.r. mieliśmy przychody na poziomie około 40 mln zł - dodaje prezes Bujnowski.

Tego wcześniej nie było

Wzrost kontraktu z 16 do 36 mln zł nie dokonał się sam. W ciągu ostatnich dziesięciu lat spółka znacznie poszerzyła i dostosowała do potrzeb zdrowotnych mieszkańców zakres oferowanych usług.

W Mazurskim Centrum Zdrowia ZOZ w Ełku pojawiła się chemioterapia, onkologia zabiegowa w ramach oddziału chirurgicznego, kardiologia, która wyrosła z interny i stanowi obecnie samodzielny oddział, prężna, kompleksowa rehabilitacja, również w ramach samodzielnego oddziału, a także opieka długoterminowa: Zakład Opiekuńczo-Leczniczy oraz Zakład Pielęgnacyjno-Opiekuńczy, łącznie na 35 łóżek. Dodajmy do tej listy POZ, pomoc nocną i świąteczną, domowe leczenie tlenem oraz 24 nowe poradnie specjalistyczne. Z wykazu świadczonych usług zniknął jednak oddział zakaźny.

Przyczyną jego likwidacji był, jak wyjaśnia prezes Bujnowski, brak odpowiednich warunków lokalowych.

MCZ ma obecnie 312 łóżek na 9 oddziałach oraz w ZOL i ZPO oraz dodatkowo 16 łóżek na kardiologii interwencyjnej i 14 łóżek w stacji dializ.

- Tam gdzie widzimy potrzebę zaoferowania określonego zakresu usług medycznych, a spółka nie ma wystarczających środków na sfinansowanie związanych z nimi inwestycji, zapraszamy prywatne firmy. Tak było z kardiologią interwencyjną i dializami, podobnie stało się w przypadku pracowni tomograficznej.

To przykłady pożytecznej symbiozy, która doskonale sprawdza się po obu stronach i służy przede wszystkim pacjentom - przekonuje Andrzej Bujnowski.

I dodaje, że przysłowiowe "wybieranie rodzynek z ciasta" w postaci świadczeń lepiej opłacanych przez NFZ z pominięciem świadczeń gorzej finansowanych nie jest i nie może być domeną samorządowej spółki.

- Pomiędzy szpitalem prywatnym i niepublicznym jest wielka różnica.

My jesteśmy narzędziem w rękach samorządu do realizacji jego ustawowych zadań związanych z ochroną zdrowia - podkreśla prezes Bujnowski.

Pytanie o opłacalność

Urszula Kucharska, ordynator oddziału rehabilitacji, nie ma wątpliwości: spółka to właściwa droga do rozwoju i realizacji nowych wyzwań.

- Pracę w Ełku zaczęłam rok po przekształceniu szpitala, początkowo jako zastępca dyrektora ds. lecznictwa, następnie na obecnym stanowisku. Miałam ten komfort, że tworzyłam rehabilitację od samego początku, sama dobierałam także kadrę. Z drugiej strony trzeba było walczyć z trudnościami finansowymi, ponieważ spółka była automatycznie odcięta od środków publicznych, którymi dysponowali marszałek i wojewoda, a które otrzymywały wyłącznie SPZOZ-y - wspomina doktor Kucharska.

I nie ukrywa, że 30-łóżkowy oddział rehabilitacji neurologicznej i ortopedycznej, ośrodek rehabilitacji dziennej oraz rehabilitacja dzieci z zaburzeniami neurologicznymi są jej dumą. Tym bardziej że odwiedzający ełcką rehabilitację lekarze z zagranicy nie widzą żadnej różnicy pomiędzy tym, co widzą w MCZ, a znanymi sobie ośrodkami w krajach "starej" UE. Mówią krótko: dobry, europejski poziom.

Z usług oddziału korzysta m.in. ponad 300 pacjentów hospitalizowanych w skali roku, 100 pacjentów rocznie w ramach rehabilitacji neurologicznej, 60 dzieci z zaburzeniami neurologicznymi i 20 osób każdego dnia w ramach rehabilitacji dziennej. Szczególnym osiągnięciem jest rehabilitacja osób po udarach: jej skuteczność wynika także z wysokich kwalifikacji fizjoterapeutów, którzy - dzięki działającej w spółce fundacji - mogli ukończyć kosztowne szkolenia w zakresie rehabilitacji neurofizjologicznej.

Na pytanie o opłacalność oddziału doktor Kucharska odpowiada, podając kwoty finansowania przez NFZ pacjenta ogólnoustrojowego, za którego Fundusz płaci około 126 zł dziennie. W tym mieszczą się koszty hotelowe, opieka psychologiczna, leki, pięć zabiegów dziennie itd... - Dla pacjenta nie ma żadnego znaczenia, że leczy się w spółce. Większość naszych chorych nawet nie zdaje sobie z tego sprawy. Płatnik finansuje marnie, dlatego żeby uniknąć strat, musimy np. ograniczać koszty osobowe. Mamy obsadę lekarską o 50% mniejszą niż podobny oddział w jednym z białostockich szpitali.

To oznacza, że jest więcej pracy, ale dyscypliny finansowej trzeba pilnować na każdym kroku, bo kto dofinansuje spółkę?

Z drugiej strony nie wróciłabym już do SPZOZ-u. Niedawno odwiedziłam szpital w Białymstoku, w którym pracowałam wcześniej. Z ulgą wróciłam do Ełku. Do czystości, racjonalnie poukładanych spraw, gospodarności i dobrej organizacji. Tego nie da się porównać - ocenia Urszula Kucharska.

Wystarczy porównać liczby

Spółka postawiła na jakość, traktując ją jako ważną kartę przetargową w kontaktach z płatnikiem, zarówno publicznym, jak i niepublicznym. Po trzech latach przygotowań MCZ uzyskało, jako jeden z 96 szpitali, certyfikat akredytacyjny, a w 2008 r. również certyfikat ISO.

- Niewiele lecznic zadaje sobie trud, żeby sięgnąć jednocześnie po jedno i po drugie. Jestem jednak przekonany, że już wkrótce ochrona zdrowia będzie poddawana obowiązkowym procesom podnoszenia jakości. To tylko kwestia czasu. Dlatego oba nasze certyfikaty uważam za kapitał, który pięknie zaprocentuje nam w przyszłości. Zarówno Kasy Chorych, jak i NFZ zauważały fakt ich posiadania i płaciły więcej. Niby niewiele, ale jednak zawsze. Wydaje się, że wkrótce może to wręcz decydować o wyborze świadczeniodawcy przez płatnika - przewiduje prezes Bujnowski.

MCZ prowadzi również specjalizacje lekarskie z interny, rehabilitacji i chirurgii, organizuje także coroczne konferencje: Regionalne Forum Medycyny Zakażeń w Ełku (w br. już VII edycja), konferencje rehabilitacyjne, pulmonologiczne oraz chirurgiczne.

- Konferencje organizują z własnej inicjatywy pracownicy, ale przy pełnym poparciu zarządu spółki. Są to wydarzenia, które mają już znaczenie naukowe i szkoleniowe: nie ma żadnych problemów z przydziałem punktów edukacyjnych - podkreśla Andrzej Bujnowski.

Prezes spółki Pro Medica zwraca też uwagę na działalność w MCZ dwóch fundacji: na rzecz osób poszkodowanych w wypadkach oraz fundacji Reha-Vitae, organizacji pożytku publicznego pomagającej pracownikom ełckiej rehabilitacji w finansowaniu kosztownego doskonalenia umiejętności zawodowych.

Akredytacja i ISO pomogły w uporządkowaniu wielu sfer działalności szpitala. Nie tylko zresztą one. Sama formuła spółki narzuca konieczność racjonalizacji i dobrej organizacji. Wystarczy porównać liczby: SPZOZ hospitalizował 8,8 tys. pacjentów rocznie, MCZ - ponad 12 tys.Przed dziesięciu laty średni czas pobytu pacjenta w szpitalu wynosił 7,8 dnia, obecnie 5,95.Wcześniej izba przyjęć załatwiała bez hospitalizacji 7,5 tys. osób, obecnie 13,5 tys.W SPZOZ-ie 14 poradni udzielało 80 tys. porad rocznie, dziś 35 poradni udziela blisko 114 tys. porad w ciągu roku.I chyba najważniejsze: w SPZOZ-ie na izbę przyjęć zgłaszało się 16,2 tys. pacjentów. Obecnie 25,4 tys. - A to oznacza, że ludzie chcą się u nas leczyć - zaznacza prezes Bujnowski.To motywuje do pracy i do inwestycji.

W SPZOZ-ie tych ostatnich nie było w ogóle. Spółka wydaje na nie średnio około 1 mln zł rocznie. Ostatnio udało się np. zrealizować pracownię endoskopową za 2,7 mln zł z udziałem środków z UE. Bo także i to na szczęście powoli się zmienia. Jeszcze niedawno spółka nie miałaby żadnych szans na unijne pieniądze. Udział miasta Ełk w inwestycjach jest utrzymywany w ostatnich latach poprzez systematyczne podnoszenie wkładu pieniężnego w kapitale zakładowym.

Ze środków Ekofunduszu i NFOŚiGW szpital zamontował instalację solarną.

Zespoły ratowników medycznych mają do dyspozycji trzy nowe karetki wyposażone w defibrylatory z funkcją teletransmisji danych. Został też wymieniony sprzęt radiologiczny. Trwa przebudowa przychodni, a w planach - budowa nowego, większego OIOM-u i bloku operacyjnego.

Obie te jednostki, wspólnie z izbą przyjęć, będą stanowiły "gorącą platformę" szpitala.

W 1999 r. SPZOZ zatrudniał 758 osób, ale w 2000 r. już tylko 528. W październiku 2000 r., gdy zaczynała działalność spółka, zatrudnionych było zaledwie 378 pracowników. W grudniu 2000 r. liczba ta wzrosła do 410, a pod koniec 2008 r. do 520. Obecnie Pro Medica zatrudnia 538 osób na etatach, 11 na stażach rezydenckich i absolwenckich i 87 na umowach cywilnych.

- Na początku było fatalnie. Starsza pielęgniarka zarabiała 850 zł na rękę.

Trudno było związać koniec z końcem.

Ale każdy rok przynosił zmiany na lepsze - mówi Ewa Baranowska.

- Obecne zarobki pielęgniarek są już zdecydowanie lepsze. Można też liczyć na to, że firma sfinansuje wszystkie szkolenia, poza studiami: specjalizacje, kursy kwalifikacyjne i specjalistyczne, czyli pełny zakres wymagany przez płatnika i niezbędny szpitalowi. I jeszcze jedno. Nie ma żadnych nacisków na przechodzenie z etatów na kontrakty. Mówię o tym, bo wiem, że w niektórych szpitalach tak się dzieje - wyjaśnia Ewa Faliszewska, pielęgniarka naczelna MCZ.

Na pytanie o różnicę pracy w SPZOZ-ie i w spółce Ewa Baranowska odpowiada krótko: z punktu widzenia respektowania praw pracowniczych nie ma żadnej.

Ale jeśli chodzi o organizację pracy - owszem.

- Na przykład oszczędności w zużyciu materiałów. Tyle mówiło się o tym na odprawach, że weszło nam to w krew i pewne rzeczy robi się automatycznie.

Choć z drugiej strony w SPZOZ-ie miałyśmy jedną parę rękawiczek na cały dzień, a teraz zmieniamy rękawice za każdym razem, podchodząc do nowego pacjenta. To jest po prostu inny świat - zaznacza pielęgniarka koordynująca izby przyjęć.

- Dbałość o pacjenta i o finanse spółki nie pojawiła się w zespole dzięki profesjonalnym szkoleniom, ale została wypracowana w zwykłej codzienności.

Ludzie szybko zrozumieli, o co chodzi. Ale nie ma co ukrywać: o zmianę podejścia i mentalności było tym łatwiej, im więcej pieniędzy pojawiało się na poprawienie komfortu naszej pracy i pobytu chorych w szpitalu. Skończyły się czasy, kiedy brakowało na leki. Z każdym rokiem było tylko lepiej. Pojawiła się nowa pościel, pidżamy, nie wspominając o nowym obiekcie szpitalnym i wyposażeniu.

Samo otoczenie aż prosiło, żeby o nie dbać - dodaje Ewa Faliszewska.

Rozwój i inwestycje

- Po przeprowadzce do nowego obiektu jeździłyśmy po okolicznych firmach, zbierając pieniądze na firanki, rolety, na uzupełnienie wyposażenia, na które nie starczyło już pieniędzy. Różnica pomiędzy starym szpitalem i nowym budynkiem była tak ogromna, że każdemu zależało, żeby jak najszybciej uzupełnić wszystkie braki - wspomina Ewa Baranowska.

- Udało nam się odnaleźć w dzisiejszych czasach - podsumowuje Andrzej Karpowicz, ordynator interny. - Dobre zarządzanie, racjonalizacja i dobra organizacja oznaczają rozwój i inwestycje.

Dziesięć lat temu o pracowni endoskopowej lub tomograficznej mogliśmy tylko pomarzyć. Rzeczy, które są dziś czymś oczywistym, były poza zasięgiem.

- Czy lekarze są zadowoleni ze swoich uposażeń? Kto naprawdę chce pracować, może całkiem nieźle zarobić.

Jeśli chodzi o formy zatrudnienia, nie ma żadnych ograniczeń - podkreśla ordynator. - Wszystko jest możliwe: od etatów, poprzez kontrakty, do umów wiązanych. Każdy decyduje sam. Pozostałe zasady są proste. Pacjent musi być dobrze zdiagnozowany i dobrze leczony, ale dobrze wcale nie oznacza najdrożej.

Celem jest zatem obniżenie kosztów i zmieszczenie się w puli środków z NFZ. A że tych jest wciąż za mało, to już inna sprawa.

Źródło artykułu: Rynek Zdrowia