Szukasz sprzętu medycznego? Wypełnij darmowe zapytanie
Wypełnij darmowe zapytanie
MedicalOnline.pl wyszukuje najlepszych dostawców
i przesyła im Twoje zapytanie
Dostawcy przesyłają Ci oferty handlowe dotyczące zapytania
sprzęt medyczny
Wyślijzapytanie ofertowe

Sanepid radzi: wyremontujcie oddział zakaźny

Gazeta Wyborcza Gorzów | 2009-08-25

W gorzowskim szpitalu na oddziale zakaźnym nie ma izolatek, a w salach dla chorych brakuje umywalek. Remont jest konieczny, bo gdy wybuchnie epidemia, zdrowie i życie pacjentów może być zagrożone - informuje Gazeta Wyborcza.

 

Inspektorzy sanitarni w szpitalu w Gorzowie są częstymi gośćmi. Od lat apelują o poprawę warunków na oddziale zakaźnym, mają uwagi także do szpitalnej kuchni.

Dorota Konaszczuk, powiatowy inspektor sanitarny w Gorzowie, podkreśla, że sytuacja na oddziale zakaźnym dramatyczna jeszcze nie jest. Ale wystarczy jedno zagrożenie epidemiologiczne i wszystko stanie na głowie. - Oddział nie jest funkcjonalny. Pomieszczenia są zupełnie nieprzygotowane do prowadzenia takiego oddziału. Nie ma tam zorganizowanych izolatek, brakuje umywalek w salach chorych, ścieki z oddziału zakaźnego opuszczają szpital razem ze wszystkimi ściekami, niedezynfekowane. To nie są jednak zastrzeżenia, które kwalifikują do zamknięcia jednostki. Ale to wszystko należy naprawić jak najszybciej. Teraz zagrożenia dla zdrowia i życia gorzowian nie ma, bo oddział nie jest mocno obłożony. Ale w przypadku epidemii niebezpieczeństwo będzie duże - ostrzega Konaszczuk.

Problemy zaczęły się w lipcu 2007 r. po przeprowadzce z likwidowanego szpitala przy Warszawskiej na ul. Walczaka. Od tego czasu sanepid kontrolował oddział siedem razy. - Wysłaliśmy do organu założycielskiego dwa pisma - pierwsze w listopadzie 2007 r., drugie w maju tego roku. Czekamy na poprawę warunków, to wszystko za długo trwa - mówi inspektor.

- To była najgorsza decyzja, jaką można było podjąć. Przeniesiono oddział do pomieszczenia o standardzie nory - denerwuje się dyrektor gorzowskiego szpitala Andrzej Szmit.

Była dyrektor Wanda Szumna zauważa, że chciała zlikwidować oddział zakaźny, ale władze województwa się nie zgodziły. - Na Walczaka nie spełnialiśmy warunków, wiedziałam o tym. Ale nie mieliśmy wyjścia. Nie było pieniędzy na modernizację. Likwidacja byłaby lepsza. Jedna jednostka zakaźna w województwie by wystarczyła - mówi Szumna.

O sytuacji w gorzowskim szpitalu od zawsze mówiło się w kontekście finansów. Na poważne zagrożenie dla zdrowia pacjentów lecznicy nikt nie zwracał uwagi. Jako pierwszy zrobił to radny Platformy Obywatelskiej z Gorzowa Maciej Nawrocki. Na ostatniej sesji sejmiku wojewódzkiego ujawnił wyniki kontroli sanepidu i miał pretensje do zarządu województwa, który nie daje pieniędzy na potrzebne remonty. A dyrektorowi Szmitowi zarzucił, że "uprawia hazard epidemiologiczny".

Szmit odpowiada Nawrockiemu: - To poprzedni zarząd szpitala uprawiał raczej hazard finansowy. Mówienie, że to my odpowiadamy za zaniedbania na oddziale zakaźnym, to draństwo. Pani Szumna [dyrektor lecznicy do grudnia 2008 r. - przyp. red.] zostawiła nam żabę, którą musimy jeść - mówi Szmit.

Dyrektor Szmit, w przeciwieństwie do Szumnej, nie dopuszcza myśli o likwidacji oddziału. - Nie można go zamknąć ze względu na bezpieczeństwo Gorzowa. Ważny jest też fakt, że to placówka przygraniczna - mówi.

Na remont nie ma pieniędzy. Nie wiadomo, kiedy się znajdą. - Potrzebne są duże nakłady finansowe, których dziś nie posiada ani szpital, ani samorząd województwa. Będziemy myśleć, jak rozwiązać tę sytuację. Jesteśmy organizacyjnie przygotowani na wypadek zagrożenia epidemiologicznego. Do przyjęcia chorych wytypowaliśmy miejsce zapasowe - mówi wicemarszałek województwa Elżbieta Polak. Nie chce zdradzić, gdzie.

- Rozumiem marszałka. Będę walczył o środki na oddział zakaźny w inny sposób - przyznaje Szmit. - Mamy już gotowe plany przeniesienia go do zespołu szpitalnego przy Dekerta. Za 2 mln zł chcemy stworzyć oddział w budynku z warsztatami i stacją krwiodawstwa. W czerwcu zwróciłem się w tej sprawie do wojewody. Liczę, że uda się załatwić wsparcie puli Ministerstwa Zdrowia na inwestycje - opowiada dyrektor.

Inspektor sanitarny ma także zastrzeżenia do funkcjonowania szpitalnej kuchni. - W dwa lata przeprowadziliśmy tam 16 kontroli. Od czasu, kiedy szpital rozwiązał umowę z firmą KSM [w listopadzie 2007 r., za rządów dyrektor Szumnej - przyp. red.], lecznica nie dostała od nas nawet warunkowej zgody na jej prowadzenie. Ale nie możemy też zakazać funkcjonowania, gdyż nie stwierdziliśmy bezpośrednich zagrożeń dla ludzi. Nie było zatruć, nie wyhodowaliśmy drobnoustrojów chorobotwórczych, nie było szkodników i gryzoni. Problem to wentylacja. Dlatego łuszczy się farba na ścianach i odpadają tynki. Dyrekcja próbuje łatać, ale kapitalny remont jest niezbędny - podkreśla Konaszczuk.

- Przez osiem miesięcy zrobiliśmy więcej niż poprzednie zarządy szpitala przez lata - mówi Szmit. - Działamy punktowo. Poprawiła się jakość posiłków, jest bezpieczeństwo bakteriologiczne, kupiliśmy nowe wózki, termosy i maszynę do wyparzania naczyń. Zatrudniliśmy inspektora od wymogów HCCP - wymienia dyrektor.

Marszałek sugeruje przejście na usługi firmy kateringowej. - To się nie opłaca. Za jeden osobodzień żywieniowy płacimy 8,20 zł, a przy kateringu płacilibyśmy ok. 14 zł dziennie za pacjenta. Przez pół roku oszczędzamy na tym milion złotych! Inwestycja w kompleksowy remont kuchni [miałby kosztować 3,5 mln zł - przyp. red.] zwróciłaby się w ciągu dwóch lat - tłumaczy Szmit.

Dyrekcja szpitala złożyła już wniosek o środki unijne na kuchnię i liczy, że załapie się na pieniądze przy następnym rozdaniu listy indykatywnej.

Źródło: Gazeta Wyborcza Gorzów

Brak tagów