Szukasz sprzętu medycznego? Wypełnij darmowe zapytanie
Wypełnij darmowe zapytanie
MedicalOnline.pl wyszukuje najlepszych dostawców
i przesyła im Twoje zapytanie
Dostawcy przesyłają Ci oferty handlowe dotyczące zapytania
sprzęt medyczny
Wyślijzapytanie ofertowe

Szpital oszczędza. Grozi nam epidemia?

Gazeta Wyborcza | 2009-08-20

Szpital św. Barbary w Sosnowcu zaczął oszczędzać na ochronie przed zakażeniami - dezynfekcji łóżek i badaniach bakteriologicznych. Może się to skończyć tragicznie dla pacjentów. Będą mieli groźne powikłania, niejeden może zginąć - ostrzegają lekarze

Zadłużony na ponad 50 mln zł Wojewódzki Szpital Specjalistyczny św. Barbary wychodzi z długów. Dzięki przychylności wicemarszałka Mariusza Kleszczewskiego płynie do niego wielomilionowa pomoc z budżetu województwa. Do tego nowa dyrektorka Iwona Łobejko wprowadziła drastyczny program oszczędności. Efekt: na koniec czerwca szpital miał 9,5 mln zł zobowiązań wymagalnych.

- Rozumiem, że na papierze takie wychodzenie z długów może wyglądać imponująco, ale nie dla nas. My musimy pracować na oddziałach, na których ciągle czegoś brakuje, przede wszystkim leków i sprzętu jednorazowego użytku. Składamy zapotrzebowania, na każdym trzeba po pięć pieczątek, a na końcu gdzieś giną. W efekcie trwa ciągłe pożyczanie sobie leków i sprzętu między oddziałami - opowiada nam jeden z lekarzy. Mówi anonimowo, bo dyrektorka Łobejko zakazała wszystkim wypowiadania się na temat szpitala.

Za największy skandal wielu pracowników uważa oszczędzanie na ochronie przed zakażeniami. W szpitalu zlikwidowano stację sterylizacji łóżek. Teraz myte są bezpośrednio na oddziale. Od miesięcy oszczędza się też na zakupach odczynników do badań bakteriologicznych. Chodzi o to, że bakterie, z którymi można zetknąć się w szpitalu, są szczególnie groźne, bo odporne na większość antybiotyków. Badania bakteriologiczne są więc niezbędne do wykrycia, z jakim szczepem bakterii ma się do czynienia i jakie podać leki. Tymczasem w Szpitalu św. Barbary nie tylko zwleka się z zakupem odczynników, ale zlikwidowano nawet zakład bakteriologii, który zajmował się takimi badaniami. Jego szefa dr. Grzegorza Ziółkowskiego odwołano ze stanowiska. Teraz jest starszym asystentem w laboratorium analitycznym. Do pracy w laboratorium włączono także wszystkich członków jego zespołu - nie zajmują się już epidemiologią. Co więcej, odwołano też ze stanowiska kierowniczkę działu higieny szpitalnej. - Pozbyto się ich, bo nie mogli się pogodzić z zaniedbaniami - mówi inny pracownik.

W szpitalu wprawdzie nadal działa zespół ds. zakażeń, ale kierująca nim lekarka nie ma specjalizacji z epidemiologii.

Dr Ziółkowski nie chciał rozmawiać z "Gazetą". - Sprawy szpitala nie powinny być rozwiązywane na zewnątrz - uciął.

Ale inni pracownicy byli bardziej rozmowni: - Szpital posiada duży oddział intensywnej terapii, neurologii i neurochirurgii oraz inne oddziały zabiegowe, na których szczególnie łatwo o groźne zakażenia. Bez badań sytuacja będzie coraz bardziej niebezpieczna dla chorych. Będą mieli groźne powikłania, niejeden może zginąć, choć nikt nie pokaże palcem, że ten pacjent umarł, bo kiedyś kogoś tam zwolniono.

 

Gazeta Wyborcza

Brak tagów