Szukasz sprzętu medycznego? Wypełnij darmowe zapytanie
Wypełnij darmowe zapytanie
MedicalOnline.pl wyszukuje najlepszych dostawców
i przesyła im Twoje zapytanie
Dostawcy przesyłają Ci oferty handlowe dotyczące zapytania
sprzęt medyczny
Wyślijzapytanie ofertowe

Wakacyjny koszmar szpitali w kurortach

Piotr Kobalczyk , Sylwia Szparkowska, Rzeczpospolita | 2009-07-15

Chorzy turyści. Urlopowicze zapełniają oddziały ratunkowe. Lecznice tracą pieniądze i muszą odkładać planowane operacje - podaje Rzeczpospolita.
 

Wakacje dla szpitali w chętnie odwiedzanych przez turystów miejscowościach oznaczają natłok pacjentów. Najgorsza sytuacja jest na oddziałach ratunkowych, które są "bramką" przyjmowanych do lecznicy.

Szpital w Koszalinie w letnim sezonie przyjmuje o jedną piątą więcej dorosłych niż zazwyczaj, a dzieci jest 40 proc. więcej.

Lecznica w Jeleniej Górze przyjmuje turystów z Karpacza i Szklarskiej Poręby. W sezonie, w zimie i w lecie, liczba pacjentów rośnie nawet o jedną trzecią. To często turyści przywożeni przez GOPR i ofiary adrenalinowych imprez, np. rajdów.

W placówkach tworzą się kolejki. – W kolejce do lekarza zdarzają się awantury, skargi, ale musimy w pierwszej kolejności obsługiwać nagłe przypadki – mówi Zbigniew Markiewicz, wicedyrektor szpitala w Jeleniej Górze.

Ci, którzy nie wymagają pilnej pomocy, czekają nawet po kilka godzin. – Mają pretensje, trudno tłumaczyć, że to nie nasza wina – opowiada lekarka oddziału ratunkowego z Wielkopolski.

A tłok na oddziałach ratunkowych jest nawet wtedy, gdy nie ma inwazji chorych letników. – Wynika z niewłaściwie zorganizowanej, niewydolnej służby zdrowia – ocenia prof. Julian Jakubaszko, krajowy konsultant ds. ratownictwa medycznego.

Chorzy przychodzą od razu na oddział, który powinien zajmować się tylko ratowaniem życia, żeby np. tygodniami nie czekać w kolejce na badanie USG. Wiedzą, że jeśli przekonają lekarzy, iż ich stan nagle się pogorszył, badanie będą mieli zrobione od ręki.

Ratownicy mają więc nawał pracy, a dodatkowo muszą się zająć też turystami. – Wczoraj przyszła do nas opiekunka z kolonii z dziesięcioma kolonistami skarżącymi się na drobne dolegliwości. I co? Lekarz przecież nie odmówi, nie odeśle, choć powinien – opowiada Szczucki.

 

Rzeczpospolita 15.07.09

Brak tagów