Szukasz sprzętu medycznego? Wypełnij darmowe zapytanie
Wypełnij darmowe zapytanie
MedicalOnline.pl wyszukuje najlepszych dostawców
i przesyła im Twoje zapytanie
Dostawcy przesyłają Ci oferty handlowe dotyczące zapytania
sprzęt medyczny
Wyślijzapytanie ofertowe

Czy polskie szpitale są gotowe na Euro 2012?

Kamil Marcyniuk, Specjalista ds. restrukturyzacji wierzytelności M.W. Trade | 2009-05-05
Czy polskie szpitale są gotowe na Euro 2012?

Kamil Marcyniuk, Specjalista ds. restrukturyzacji wierzytelności M.W. Trade

Na przygotowaniach do Euro 2012 wiele zyskać może publiczna służba zdrowia. Dla zapewnienia bezpieczeństwa kibicom z całej Europy trzeba będzie zmodernizować istniejące szpitale, wybudować nowoczesne lądowisko dla śmigłowców sanitarnych, dokupić sprzęt i karetki. To olbrzymie wyzwanie.

W trakcie mistrzostw Europy w piłce nożnej nasz kraj odwiedzi w 2012 roku ponad 21 milionów turystów. Dlatego już za blisko 3 lata wszystkie placówki medyczne w Polsce będą musiały spełniać wymagania stawiane przez Unię Europejską naszej służbie zdrowia. Pozostało nam bardzo mało czasu na przeprowadzenie gruntownej i skutecznej reformy. Tylko dzięki wspólnym wysiłkom i efektywnej kooperacji uda się osiągnąć ten cel. Ważną rzeczą jest wzmocnienie dialogu z Narodowym Funduszem Zdrowia. Państwo powinno stworzyć szpitalom odpowiednie warunki do zarządzania nimi oraz intensywnie współuczestniczyć w naprawianiu polskiej służby zdrowia. Placówki medyczne powinny otrzymać bezpłatną pomoc w diagnozowaniu ich problemów finansowych i tworzeniu programów restrukturyzacyjnych. Konieczne jest również przeprowadzenie właściwej wyceny procedur medycznych, kalkulacji kosztów leczenia z oceną ich rentowności oraz optymalizacją kosztów. Tylko współpraca pomiędzy wszystkimi zainteresowanymi podmiotami oraz podjęcie działań – spowodują, że od 2012 roku polskie szpitale zaczną powoli przypominać zachodnioeuropejskie placówki medyczne.

Potrzebny czas, którego nie ma


Wachlarz potrzeb placówek polskiej służby zdrowia jest bardzo szeroki. Nie da się rozwiązać wszystkich nawarstwiających się problemów w sposób natychmiastowy. Wymaga to czasu, dlatego też ważne jest wskazanie priorytetów, jakimi należy się kierować w przypadku tak nagłaśnianej przez media akcji „uzdrawiania polskich szpitali”.

Polska przeznacza na rynek medyczny 4% swojego PKB, co jest stanowczo za mało – według szacunków wartość ta powinna oscylować wokół 9%. Obecnie obserwuje się systematyczne zwiększanie nakładów na polską służbę zdrowia, jednak jest to zaledwie kropla w morzu potrzeb placówek medycznych. Nie pokrywa ona faktycznych kosztów funkcjonowania systemu opieki zdrowotnej. Polska na tle innych państw europejskich wypada zdecydowanie blado. Biorąc pod uwagę wydatki na ochronę zdrowia w przeliczeniu na jednego mieszkańca w dolarach USD według parytetu siły nabywczej, Luksemburg przeznacza blisko 5 razy więcej na opiekę medyczną niż Polska. Nawet Portugalia, gdzie wydatki na ochronę zdrowia były najniższe spośród krajów starej Unii Europejskiej, miała ponad 2,5 razy większe nakłady na ten cel. Również infrastruktura służby zdrowia jest w bardzo złym stanie. Prawie co piąty szpital w Polsce zbudowany został przed 1990 rokiem. Większość placówek medycznych wymaga remontów i modernizacji oraz wymiany sprzętu medycznego na bardziej nowoczesny. Szacuje się, że wartość tego typu działań zamyka się w kwocie 9 miliardów złotych.

W czym tkwi problem?


Głównym problemem polskiego rynku służby zdrowia – zdominowanego przez świadczenia społeczne płacone przez Narodowy Fundusz Zdrowia –  jest niewłaściwa wycena leków i sprzętu medycznego, zgodnie z którą NFZ wypłaca placówkom środki finansowe na ich działalność. Wartość świadczonych usług jest znacznie niższa od ich rzeczywistej, rynkowej ceny. Cennik obowiązujący w NFZ odpowiada wartościom usług sprzed kilku lat i nie jest na bieżąco aktualizowany. Sytuacja ta negatywnie wpływa nie tylko na pacjentów, ale również na zakłady opieki zdrowotnej. Skutkuje to tworzeniem się długów, z którymi Ministerstwo Zdrowia nie jest w stanie sobie poradzić. W rezultacie wzrasta stan zadłużenia polskich placówek medycznych, które mają tym samym coraz mniej możliwości na spłatę swoich zobowiązań.

Placówki służby zdrowia są specyficznymi podmiotami, których nie można rozpatrywać w kategorii przedsiębiorstw komercyjnych. Głównym zadaniem szpitali nie jest osiąganie zysku, a leczenie ludzi, dlatego w tym przypadku koszty i przychody instytucji medycznych powinny się bilansować. Ta idealna równowaga prawie nigdy nie ma miejsca, ponieważ większość państwowych szpitali może się jedynie pochwalić ogromnymi długami. Wskutek rozbieżności w wycenie usług medycznych, szpitale muszą dokładać do leczenia swoich pacjentów, co owocuje powstawaniem kolejnych długów.

Instytucje finansowe, widząc trudną sytuację polskiej służby zdrowia, powinny wspierać uzdrawianie systemu opieki medycznej. Jednakże banki nie chcą angażować się w te działania ze względu na ich duże ryzyko. W takiej sytuacji większość zwykłych przedsiębiorstw ogłosiłaby upadłość lub zbankrutowała, ale prawo zabrania tego typu praktyk placówkom medycznym. Jedynym rozwiązaniem pozostaje więc likwidacja placówki, co i tak powinno być działaniem ostatecznym. Szpitale, będące w krytycznej sytuacji, zmuszone są do drastycznych posunięć, takich jak zwolnienia, brak wypłacania wynagrodzeń pracownikom czy też powszechne w naszym kraju strajki.

Drogi wyjscia


Rozwiązaniem dla polskiej służby zdrowia mogą okazać się instytucje parabankowe, np. firma M.W. Trade, zwane powszechnie „szpitalnymi bankami”. Wrocławska spółka oferuje zadłużonym jednostkom narzędzie Hospital Fund, które wspiera Samodzielne Publiczne Zakłady Opieki Zdrowotnej (SP ZOZ) w procesie rozwiązywania problemów związanych z zadłużeniem i płynnością. M.W. Trade pomaga szpitalom udzielając im krótkoterminowych pożyczek, dzięki czemu mogą one poprawić swoją sytuację finansową. Usługa restrukturyzacji polega na zawarciu umowy pomiędzy SP ZOZ a  spółką, która planuje i systematycznie realizuje działania mające na celu jak najmniej dotkliwszą dla szpitala spłatę długu. Powoduje to, że szpital odzyskuje zdolność finansowania zamawianych usług, leków, sprzętu medycznego, wynagrodzeń pracowniczych oraz bieżących kosztów niezbędnych do funkcjonowania tego typu instytucji. Ponadto, firma zapewnia publicznym szpitalom doradztwo finansowe i prawne, dostęp do wiedzy oraz pomoc w przystosowaniu ZOZ-ów do najnowszych wymagań Unii Europejskiej.

Przedstawione powyżej rozwiązanie, jakże skuteczne i korzystne dla placówek medycznych, jest jednak krótkoterminowe. Polska publiczna służba zdrowia wymaga bowiem gruntownej reformy, która zatrzyma notoryczne zadłużanie się publicznych szpitali. Priorytetem powinno być systematyczne zwiększanie nakładów finansowych na służbę zdrowia oraz efektywne zarządzanie otrzymanymi środkami.

Kolejną bardzo ważną kwestią jest zmiana niekorzystnych rozwiązań legislacyjnych, które przeszkadzają w prawidłowym funkcjonowaniu Samodzielnych Publicznych Zakładów Opieki Zdrowotnej. Przykładowo, zmianie powinien ulec niewłaściwy podział odpowiedzialności za SP ZOZ-y  między organem założycielskim a dyrekcją. W większości przypadków dyrektorzy ZOZ-ów nie mają zbyt szerokich uprawnień i są w znacznym stopniu uzależnieni od organu założycielskiego. Sytuacja ta powinna się zmienić, a dyrektorzy-menedżerowie, posiadający odpowiednią wiedzę i doświadczenie w zarządzaniu, uzyskać dodatkowe kompetencje, co podniesie jakość kierowania placówkami medycznymi.

Kwestia zadłużenia publicznych szpitali jest sprawą niezwykle delikatną. Szacuje się, że polska służba zdrowia posiada długi sięgające 10 miliardów złotych, z czego 4 miliardy stanowią zobowiązania wymagalne, czyli takie, których termin płatności już dawno minął. Oddłużenie szpitali jest podstawowym warunkiem przeprowadzenia zmian własnościowych w publicznym sektorze usług medycznych. Resort zdrowia zaproponował, aby zamienić dług SP ZOZ-ów na 20-letnie obligacje Skarbu Państwa. Jednakże takie działanie pozwoliłoby na zmniejszenie szpitalnych długów tylko o 20-30% w ciągu trzech lat. Tutaj potrzebne są bardziej radykalne kroki. Jednym z pomysłów jest wykupienie przez wybrany bank wszystkich należności szpitali i traktowanie ich jako pożyczkę udzieloną Skarbowi Państwa. Innym rozwiązaniem jest udzielenie samorządom terytorialnym specjalnej pożyczki na preferencyjnych warunkach, tak aby mogły one negocjować z wierzycielami placówek medycznych spłatę należnych im pieniędzy. Warto dodać, że kredyty te powinny mieć odroczony termin zapłaty, tak aby ich zaciągnięcie nie stanowiło zagrożenia dla samorządowych budżetów. W polskich realiach, nie wszystkie samorządy będą uprawnione do takiej pożyczki. Te słabsze finansowo mogą być zmuszone do zaciągania długów, aby udzielić podległym sobie jednostkom ochrony zdrowia pożyczek oraz inwestować w sektor medyczny. Może to mieć negatywny wpływ na funkcjonowanie samych samorządów oraz realizację ich podstawowych działań.

Przeciwne oddłużaniu nieefektywnych jednostek służby zdrowia są dobrze zarządzane szpitale. Sytuacja ta nie powinna nikogo dziwić. Za bardzo dobrymi wynikami finansowymi niektórych placówek stoi ogromny wysiłek zarządzających oraz samych pracowników, którzy często nie występowali z roszczeniami płacowymi. Dlatego trzeba zaproponować tym instytucjom, które uniknęły zadłużenia, jakąś formę rekompensaty, przykładowo w formie dotacji czy nagrody.

Dobrym pomysłem byłoby również wprowadzenie preferencyjnych kredytów dla zadłużonych szpitali. Jednak, aby je otrzymać, każda placówka musiałaby spełnić określone kryteria restrukturyzacyjne. Jako motywator, pieniądze wypłacane byłyby w transzach, np. raz do roku, po sprawdzeniu czy szpital osiąga faktyczne postępy w organizacji swojej pracy i zarządzaniu. W przypadku ponownego zadłużenia, szpitale powinny być zobowiązane do zwrotu otrzymanych środków.

Lekarstwem na popadnie szpitali w długi może być również przekształcanie ich w spółki prawa handlowego. Propozycji tej nie popiera jednak aż 90% polskiego społeczeństwa. Obecnie w Polsce działa około 60 placówek w formie niepublicznych szpitali samorządowych, które wcześniej były jednostkami publicznymi. Placówki te nie są zadłużone, a koszty ich funkcjonowania są nawet o 30% niższe od wydatków SP ZOZ-ów. Leczą one pacjentów odpłatnie, jednak równocześnie działają na podstawie kontraktu z Narodowym Funduszem Zdrowia, dzięki czemu wykonują bezpłatne świadczenia. Potwierdza to, że „dzika” prywatyzacja nie jest stosunkowo złym pomysłem i społeczeństwo nie powinno całkowicie przekreślać tego rozwiązania. Jeżeli jednak do niej nie dojdzie, warto zastanowić się nad wprowadzeniem kart pacjenta o zróżnicowanych abonamentach. Pacjent sam decydowałby za jaką kwotę i za jakie usługi medyczne chciałby płacić. Pomysł ten jest bardzo zbliżony do proponowanych ubezpieczeń dodatkowych. Rozwiązania te wprowadzają pozytywne skutki, w szczególności dla publicznych placówek. Zostają one bowiem zrównane z niepublicznymi szpitalami i będą mogły oferować pacjentom, którzy wyrażą na to zgodę, płatne świadczenia zdrowotne.
 

Brak tagów