Szukasz sprzętu medycznego? Wypełnij darmowe zapytanie
Wypełnij darmowe zapytanie
MedicalOnline.pl wyszukuje najlepszych dostawców
i przesyła im Twoje zapytanie
Dostawcy przesyłają Ci oferty handlowe dotyczące zapytania
sprzęt medyczny
Wyślijzapytanie ofertowe

Dyrektor swoje wie, konkurs do anulowania

Magdalena Kleban/Gazeta Wyborcza Białystok | 2009-05-05

Tego jeszcze w podlaskiej służbie zdrowia nie było. Dyrektor szpitala w Wysokiem Mazowieckiem unieważnił konkurs na ordynatora, bo zarzucił komisji konkursowej złożonej z profesorów i doktorów... ściąganie od siebie nawzajem. Jakby tego było mało - sam też był członkiem tej komisji, a w czasie jej obrad nie zgłaszał żadnych zastrzeżeń- podaje Gazeta Wyborcza Białystok.

- W ciągu dwudziestu lat mojej pracy w Okręgowej Izbie Lekarskiej jeszcze się z takim przypadkiem nie spotkałem - nie może wyjść z podziwu profesor Jan Stasiewicz. - To wszystko wydaje mi się bardzo niepoważne. Pan dyrektor uczestniczył w czasie posiedzenia jako członek komisji, by potem - do siebie samego, ale już jako dyrektora - wystąpić o unieważnienie konkursu. Śmieszne.

Za, a nawet przeciw

Przysłowiową "kością niezgody" stała się w tym przypadku osoba dr. Sławomira Sosnowskiego i szpitalny oddział chorób wewnętrznych Szpitala Ogólnego w Wysokiem Mazowieckiem, na którym w lutym tego roku został ogłoszony konkurs na ordynatora.

- Na tym oddziale byłem ordynatorem przez prawie 13 lat i przez ten czas nie było zastrzeżeń do mojej pracy - wyjaśnia dr Sosnowski, dr nauk medycznych i specjalista II stopnia chorób wewnętrznych. - Kiedy 14 listopada ubiegłego roku skończyła się moja druga - sześcioletnia - kadencja na tym stanowisku, pan dyrektor do czasu rozstrzygnięcia kolejnego konkursu, powołał mnie na p.o. ordynatora tego oddziału.

Konkursu nie udało się jednak rozstrzygnąć, a dyrektor Bielski postanowił, że od lutego pełniącym obowiązki na tym oddziale zostanie dotychczasowy zastępca dr. Sosnowskiego - lek. med. Faridoon Safdari Poyan, kontrkandydat w walce o stanowisko.

5 lutego w Białymstoku, w siedzibie Okręgowej Izby Lekarskiej, doszło do posiedzenia komisji z udziałem trzech profesorów zwyczajnych, dwóch doktorów, przedstawicielki pielęgniarek i położnych oraz samego dyrektora Bielskiego. Obaj kandydaci zostali przesłuchani, obaj też mieli wystawione pozytywne opinie przez swojego zwierzchnika. Przewagą jednego głosu zwyciężył dr Sławomir Sosnowski.

I wtedy wybuchła afera. Dyrektor odmówił powołania Sosnowskiego na funkcję, jako powód podając, że w czasie trwania konkursu nie została zachowana tajność głosowania - siedmioro członków komisji siedziało przy jednym stole, i w związku z tym miało możliwość wglądu w notatki reszty. Dzisiaj Stanisław Bielski nie chce o tym mówić, zasłaniając się tajnością postępowania komisyjnego. Nieco światła na tę sytuację rzuca jednak profesor Stasiewicz.

- Tego samego dnia, w tych samych warunkach rozstrzygnięto jeszcze jeden konkurs dotyczący szpitala w Wysokiem z udziałem pana dyrektora. Ale co do niego pan Bielski już żadnych wątpliwości nie zgłaszał - podkreśla szef Okręgowej Izby Lekarskiej w Białymstoku. - Można się tylko domyślać, że w tym przypadku głosowanie odbyło się po jego myśli.

Będzie proces i konkurs od nowa

Sławomir Sosnowski swoich praw zamierza domagać się przed sądem pracy. Złożył pozew przeciwko dyrekcji szpitala. Pierwsza rozprawa przed łomżyńskim sądem okręgowym zaplanowana jest na 14 maja.

- Dyrekcja szpitala zanegowała wynik konkursu, który odbył się zgodnie z przepisami, przy udziale trzech profesorów zwyczajnych - wyjaśnia powody pozwu mecenas Janusz Olszewski, pełnomocnik dr. Sosnowskiego. - Kolejny zarzut to niedotrzymanie terminu na odwołanie. Dyrektor swoje zastrzeżenia mógł zgłosić w terminie 14 dni od tego posiedzenia. Zrobił to zaś prawie po upływie miesiąca.

Sosnowski do dzisiaj nie wie, co spowodowało tak nagłą utratę zaufania.

- Trudno mi to wszystko zrozumieć - podkreśla. - Dotąd wydawało mi się, że nasza współpraca z dyrektorem układała się dobrze. Oddział miał dodatni bilans finansowy. Nie wiem, co się stało. Pan dyrektor powiedział mi tylko, że nie widzi mnie na tym stanowisku.

Sam dyrektor Bielski o przyczynach utraty zaufania do dr. Sosnowskiego nie chce mówić.

- Jako dyrektor powinienem mieć prawo decydowania, z kim chcę współpracować - mówi. - A sam konkurs powinien być objęty tajemnicą i doszukiwanie się jakichś sensacji przez dziennikarzy tutaj uważam za nie na miejscu.

Zapowiada, że już rozpoczął ponowną procedurę konkursową na stanowisko ordynatora Oddziału Chorób Wewnętrznych.

Profesor Stasiewicz zgadza się z dyrektorem Bielskim co do jednego - miał on prawo do swojej opinii i promowanie odpowiadającego mu kandydata. Ale zgodnie z prawem.

- Przede wszystkim mógł powiedzieć o swoich preferencjach lub zastrzeżeniach względem któregoś z kandydatów w czasie posiedzenia komisji, która z reguły bierze takie opinie pod uwagę. Nawet potem miał prawo do powołania własnego kandydata wbrew stanowisku komisji, jeśli zaistniały ku temu odpowiednie przesłanki - wylicza profesor Stasiewicz. - Ale on jako pretekst unieważnienia konkursu wybrał szkalowanie ludzi, którzy zostali wybrani ze względu na swoje kwalifikacje zawodowe i autorytet moralny. Próbuje się nam wmówić, że te osoby popełniły wykroczenie bez żadnych na to dowodów. Na to nie możemy się zgodzić.

 

Gazeta Wyborcza Białystok 05.05.09

Brak tagów